Jak poniżyć? Praktyczny poradnik

Baza wiedzy dla wszystkich palantów w okolicy

Wszyscy wiemy, o co chodzi z dziewczynami. Całe wieki robią problemy, więc w końcu dajesz im te prawa wyborcze, wysyłasz do szkoły i nawet pozwalasz popracować, a one już wyobrażają sobie nie wiadomo ile i oczekują nie wiadomo czego: traktowania na równi z mężczyznami, szacunku i innych pierdół, których i tak nie otrzymają. Dlatego sztuka tkwi w tym, by w mniej lub bardziej subtelny sposób sprowadzić je na ziemię. Jak to zrobić? Oto kilka porad.

Jeśli jesteś nauczycielem wfu,

zaproponuj czternastolatkom ćwiczenia antycelluitowe – jak w szkole mojej siostry. Dojrzewające dziewczyny przeżywają koszmar. Wiem, bo sama byłam w tym miejscu. Burza hormonów, szok związany z dorastaniem, rośnięciem cycków, wahaniami wagi… Samoocena drastycznie spada, bo przekaz medialny mówi wyraźnie: bądź piękna! Bądź sexy! Podobaj się facetom! Z gazet, telewizji i przede wszystkim z Internetu łypią wizerunki perfekcyjnie obrobionych w Photoshopie celebrytek, a Instagram przepełniony jest zdjęciami idealnie wyćwiczonych na siłowni ciał. W Polsce nikt nie tłumaczy gimnazjalistkom, że aktorka wygląda perfekcyjnie tylko dlatego, że jakiś grafik komputerowy dostał fajne pieniądze za to, żeby tak wyglądała. Że przez kilka godzin skrupulatnie powiększał (cycki), wyszczuplał (uda) i wygładzał (skórę). Polska to nie Francja, gdzie każde obrobione zdjęcie musi zawierać informację, że obrobione zostało. 61% polskich piętnastolatek uważa się za zbyt grube, podczas gdy tylko 7% faktycznie ma problem ze zbyt dużą wagą! To najgorszy wynik w całej Europie. Dziewczyny potrzebują konkretnych warsztatów z relacji ja – ciało – społeczeństwo, potrzebują edukacji i kogoś, kto powie im, że do medialnych standardów piękna dosięgnąć się po prostu nie da. Dlatego po wejściu do szkoły nie pozwól im usłyszeć słów wsparcia. Niech usłyszą, że mają zgubić celluit!

Jeśli jesteś jej facetem,

koniecznie sprowadź dziewczynę do sfery fizycznej. Możesz na przykład zrobić aferę o to, że zakłada zbyt obcisłe spodnie lub nosi zbyt duży dekolt. Przecież nie życzysz sobie, żeby pokazywała ciało innym facetom. Masz prawo do kontrolowania tego, jak wygląda, co nie? To nie tak, że każdy ma prawo ubierać to, co chce – nieważne czy mówimy o rozciągniętym swetrze czy o skórzanej spódniczce. Ty najlepiej wiesz, jak na atrakcyjnie ubrane dziewczyny reagują faceci. To oczywiste, że im krótsza sukienka, tym głośniejszy krzyk „zerżnij mnie, jestem zdesperowana”. Żaden inny chłopak nie powinien ślinić się na widok twojej księżniczki. Zresztą dlaczego miałaby wyglądać atrakcyjnie dla kogokolwiek innego? Halo, przecież ma ciebie. To jakby monopol na jej ciało i wizerunek, prawda? Jeśli natomiast jesteś jej nauczycielem (autentyk z mojej szkoły!), a ona nosi dekolt, zapytaj na forum klasy, czy jest lekkich obyczajów. Niech gówniara wie, że ma się pilnować.

Opcja bez preferowanej płci

Ważne jest, by dziewczyna wiedziała, że właśnie ona jest odpowiedzialna za ewentualne przestępstwa i nadużycia, jakie mogą ją spotkać. Warto więc od czasu do czasu powtarzać, że właśnie prosi się o gwałt. Nieważne, że gwałt ma w definicji działanie wbrew czyjejś woli, więc nie można o niego prosić. Nieważne też, czy chodzi o jej ubranie, zachowanie czy może trzymanie prezerwatyw na widoku. Ma wiedzieć i już. Chyba nie tak trudno zrozumieć, że dziewczyny stanowią przede wszystkim wartość seksualną. Już sama jej obecność w pokoju podnosi ci poziom testosteronu. A jeśli w dodatku nosi sukienkę? Na pewno czujesz straszny pociąg, więc kto miałby ci za złe, że chcesz spuścić napięcie? Daj spokój, to ona cię sprowokowała, więc nie zasługuje na jakiekolwiek poszanowanie wytyczonych granic.

Niby jak masz się oprzeć dziewczynie ubranej w krótkie spodenki? Ewidentnie jest lafiryndą i tylko czeka na twój ruch. No wiesz, taki przyszpilający ją do ściany i zdzierający ubrania. Przecież się prosi. Tak samo z tańczeniem na imprezach albo zapraszaniem chłopaków na randkę. Raz byłam na spotkaniu, gdzie ktoś ze wszystkimi szczegółami opowiadał historię znajomej dziewczyny. Zaprosiła do domu faceta z Tindera, rzucała mu aluzje, a w otwartej walizce trzymała paczkę gumek. Puenta była oczywista dla wszystkich zebranych osób: prosiła się o gwałt.

To nie tak, że może gdy dziewczyna ma ochotę na seks, faktycznie ma prawo wysyłać jakieś sygnały. Albo że w ogóle ma jakiekolwiek prawo do czegokolwiek. Do ubierania się zgodnie z upodobaniami, zachowywania się jak chce i spotykania z kim chce. Do szacunku, przestrzegania praw czy bycia traktowaną jak zwykła ludzka istota. Totalne bzdury. Najsmutniejsze, że osąd ten wyszedł jednogłośnie od pięciu dziewczyn. Nie ma żadnego siostrzeństwa czy więzi między dziewczynami. Same są dla siebie brutalne i chętnie wydają najokrutniejsze wyroki.

Oczywiście, że powinno się zachowywać środki bezpieczeństwa, bo na świecie jest masa świrów i ludzi o podłych zamiarach. Jest wielu, których nie obchodzi, albo nie wiedzą, że akurat kogoś krzywdzą – pokazała to dobrze akcja #metoo, kiedy miliony kobiet i dziewczyn przyznały się w sieci, że były molestowane, a wielu mężczyzn przyznało ze skruchą, że molestowało (oczywiście nie tylko faceci molestują i nie tylko kobiety są molestowane). Jednak jakkolwiek nie zachowywałaby się ofiara, nie wolno zrzucać na nią odpowiedzialności za przestępstwo. „Nie” od zawsze znaczy „nie”. Chciałabym, żeby pamiętali o tym wszyscy, niezależnie od płci. Nie ma czegoś takiego jak proszenie się o gwałt. Nie trzeba też wpychać młodym dziewczynom do głów, że muszą tylko ładnie wyglądać. Uczmy je, że mogą być, kimkolwiek zechcą. Że ich pensje w pracy nie będą mniejsze od pensji kolegów po fachu tylko ze względu na brak penisa. Uczmy je zapalczywości i determinacji.

Podziel się dobrem!