Jak wyglądało kwestowanie na WOŚPie?

Wolontariuszy Orkiestry było w tym roku 120 tys. Nie byłabym sobą, gdybym nie przyłączyła się z tekturową skarbonką i czerwonym sercem na kurtce.

Podczas tegorocznego 26. Finału WOŚPu udało nam się zebrać ponad 80 milionów złotych, ale liczenie wciąż trwa. Do końca stycznia na aukcjach licytowane są różne przemioty, więc kwota na wyrównanie szans w leczeniu noworodków stale się zwiększa.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to naprawdę świetna sprawa i nie wiem, jak inaczej pisać o akcji, która w tak znaczący sposób wspiera polską służbę zdrowia. Ciężko dziś znaleźć szpital, w którym nie ma żadnego sprzętu z serduszkiem Orkiestry – nie wiem nawet, czy takie szpitale jeszcze w ogóle w Polsce są. To niesamowite, że akcja ta przeszła do polskiej kultury i tak bardzo wpisała się w polski kalendarz. WOŚP działa ponad podziałami, wspierają go zwolennicy zarówno lewej jak i prawej strony sceny politycznej. Generowanie konfliktów na tym polu oczywiście się zdarza, ale fakt ten jest trochę za bardzo odrażający, bym zaprzątała sobie nim głowę. Sprzęt medyczny nie powinien być źródłem sporów, ani tematem potępiających kazań wygłaszanych z ambony (jak w moim kościele, gdy jeszcze do niego chodziłam)

Kwestowanie to swoją drogą bardzo przyjemne zajęcie. W niedzielę wskoczyłam w przebranie biało – różowego jednorożca i pobiegłam na miasto. Bycie wolontariuszem to przede wszystkim masa pozytywnej energii, pogaduchy ze znajomymi oraz dużo śmiechu i rozmów z ludźmi, którzy przyszli zrobić coś dobrego. Pewien pan zabrał na spacer swoją córeczkę, a napotykanych wolontariuszy częstował pączkami. Były dzieci, które specjalnie na ten dzień kieszonki miały wypchane drobniakami. Byli ludzie, którzy wrzucali banknoty o wysokich nominałach i speszeni prosili o jedno serduszko.

Minus pięć stopni

Tyle mieliśmy w niedzielę w Gdańsku. Palce zdawały się już przymarzać do puszki, a szczęka to już w ogóle w pewnym momencie odmówiła mi posłuszeństwa i prawie nie byłam w stanie nic mówić – no ale przecież nie powstrzymywało mnie to od komentowania darmowych gdańskich tramwajów i odjazdowych strojów innych wolontariuszy. Fenomen Orkiestry polega na organizowaniu tak wielkiej akcji w środku stycznia. Temperatura dla nikogo nie jest przeszkodą. No i gorące napoje dla wolontariuszy też robią robotę.

Nie zebrałam wprawdzie sumy tak dużej, jak sobie wyznaczyłam, a to dlatego, że w międzyczasie strzeliłam sobie też dziarę. Wiele firm, restauracji i zakładów swoje dochody przeznaczało tego dnia na rzecz Orkiestry, więc można było przyłączyć się na różne sposoby. Gdańska i Gdyńska Zajawa Tatoo obniżyły swoje ceny, a całość szła na konto WOŚPu. Półtorej godziny po otwarciu studia miejsca na cały dzień były już zajęte. Zdjęcie tatuażu możecie zobaczyć na moim Insta. Generalnie tatuowanie się to bardzo przyjemne doświadczenie, ekscytacja płynęła mi w żyłach cały dzień i wcale nie próbowałam się jej pozbywać. Na pewno napiszę coś jeszcze na ten temat, ale zamierzam zdobyć do tego czasu jeszcze więcej doświadczenia 😉

Zrób wreszcie coś dobrego

Mieszanie się w jakieś społeczne czy obywatelskie sprawy jest dosyć nieoczywiste, gdy ma się te osiemnaście czy dziewiętnaście lat. Ciężko jest się z czymkolwiek identyfikować czy w ogóle poczuć, że coś nas dotyczy. Bo co ma nas dotyczyć? Rodzenie wcześniaków nas nie dotyczy, nie dotyczą nas choroby serca, nie dotyczą szpitale. Mimo to nie jest tajemnicą, że robienie dobrych rzeczy wzbogaca i daje satysfakcję. Bycie wolontariuszem jest mega, wspieranie fundacji Owsiaka jest mega, robienie czegoś dobrego jest mega.

Podziel się dobrem!